SINGIEL FORUM - SINGLOWE ROZMOWY ******************************* SINGIEL CHAT - POGADAJ Z NAMI
ONI/ONE WYJAZDY/IMPREZY CZYTAJ SZUKAJ KONTAKT
Konto użytkownika
Witaj,
nie jesteś zalogowany.

Zaloguj się
Menu strony
STRONA GŁÓWNA
SINGLE
SZUKAJ
TWOJE KONTO
ZAREJESTRUJ SIĘ
GALERIA
FINANSE SINGLA
REKLAMA NA SINGIEL INFO
PROFILE
BYWA BOSKO
PRAWDZIWEJ WSI JUŻ NIE MA





Prawdziwej wsi już nie ma.

Dziwne czasy nastały. Wszystko się diametralnie zmienia, nawet stara, ojczysta wieś. Gdy sięgam pamięcią do lat mego dzieciństwa, kiedy to wychowywany byłem w wiosce z prawdziwego zdarzenia, a życie w jej społeczności wyglądało znacznie inaczej. Wiosną widoczne były wielkie przygotowania, latem pola pokrywały się dojrzewającym zbożem, na łąkach w równych szeregach stały snopy siana, a wieś tętniła życiem. Jesienią trwały przygotowania do nadchodzącej zimy, aby w jej trakcie gleba mogła odpocząć. Ile z tego się zmieniło?

Zupełnie inaczej.

W dzisiejszych czasach prym wiodą wielkie gospodarstwa rolne, często połączone z agrobiznesem. Można nawet pokusić się o stwierdzenie PGR - tylko troszkę w odmiennym tłumaczeniu: Prywatne Gospodarstwa Rolne, bo przecież państwowe już dawno upadły, pozostałości po nich przejęli co sprytniejsi rolnicy, próbujący odbudować dawną potęgę PGR-ów. I chyba dobrze im to idzie. Co się dzieje z małymi gospodarstwami rolnymi?
Z ojcem umiera gospodarstwo.
Coraz trudniej staremu gospodarzowi znaleźć następcę na swojej ziemi. Młodzi zdają sobie sprawę, że z małej farmy otrzymanej w darze od rodziców trudno będzie wyżyć - emigrują. W lepszym przypadku do miasta, w gorszym za granicę. Pola stoją ugorem, z czasem zamieniają się w las. Tak naprawdę, gdy umiera gospodarz, umiera i jego ziemia.
Rolnik, który ma "głowę na karku" potrafi wykorzystać szansę.
Unia daje szansę.
Wraz z wstąpieniem naszego kraju w struktury Unii Europejskiej, pojawiła się ogromna szansa dla naszych rolników. Dzięki niej powstało i nadal powstaje wiele ogromnych gospodarstw rolnych. Wieś przechodzi gruntowne zmiany, pojawiają się nowoczesne maszyny, rosną ogromne stadniny, pola zamieniane są na pastwiska. Jest dobrze, jednak do pełnego rozwoju jeszcze nam daleko.
Dlatego odnosimy wrażenie, że wieś umiera, bo rzeczą oczywistą jest, że się zmienia. Zmienia się, ale czy pozostaje taką jaką była? Czas pokaże.

Łukasz Żabik
BYĆ SINGLEM!
DRUGA POŁÓWKA
Single w kościele

– Inicjatywa zrodziła się w marcu 2009 roku. Pomyśleliśmy z mężem, że skoro jest wiele osób około trzydziestki, które poszukują właściwej osoby, warto zaaranżować takie msze. Są oczywiście portale internetowe, np. Sympatia.pl, gdzie można kogoś spotkać, napisać miłą wiadomość, ale o wiele lepiej przecież wyjść poza rzeczywistość wirtualną. Z pomocą jednej z uczestniczek tych spotkań poprosiliśmy proboszcza o odprawianie takich cyklicznych mszy w intencji ludzi poszukujących męża czy żony – mówi Katarzyna Jarosz, współpomysłodawczyni „Mszy dla singli” w parafii pod wezwaniem Wincentego Pallottiego w Warszawie. Osoby poznające się na takim gruncie mają pewność, że ich druga połówka ma podobne zasady. – Mamy już poważny sukces. 11 września tego roku odbędzie się pierwszy ślub, na który zostaliśmy – wraz z mężem – zaproszeni. Wśród uczestników spotkań są zarówno ludzie młodzi, jak i ci starsi. Nie mamy żadnych obostrzeń dotyczących górnej i dolnej granicy wiekowej, zapraszamy wszystkich, którzy nie chcą spędzać kolejnej jesieni w pojedynkę – dodaje Jarosz. Ich pomoc jest zupełnie bezinteresowna. – Uważamy, że skoro nam się udało, to trzeba też pomóc innym – podsumowuje organizatorka. Portal katolicki, który prowadzi z małżonkiem, okazał się doskonałym impulsem do działania. – Dostawaliśmy głosy, że warto też pogadać gdzieś wspólnie w kawiarni czy wybrać się na spacer. Powstała też specjalna strona internetowa, gdzie można znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Od wpisów użytkowników, po terminy spotkań, etc.

Po mszy, niespodzianka

Piątkowe sierpniowe popołudnie, Warszawa. Przed kościołem pod wezwaniem Wincentego Pallottiego przy ulicy Skaryszewskiej na Pradze nie ma prawie nikogo. Przez chwilę zastanawiam się, czy na pewno dobrze trafiłem. Rzut oka na tarczę zegara i od razu przyspieszam kroku. Pięć po siódmej wieczorem, więc jestem spóźniony. Kiedy wchodzę do dolnej sali, msza już trwa. Nie jest przesadnie tłoczno, ale każda ława została wypełniona wiernymi. Zajmuję miejsca z tyłu, tak aby móc wszystkich spokojnie obserwować. To, co przykuwa moją uwagę, to zdecydowana przewaga kobiet. W różnym wieku. Od siedemnastoletnich sióstr bliźniaczek, po przyprószone siwizną staruszki. Dziwi mnie tylko to, że wszyscy usiedli zachowując kilkumetrowe przerwy między sobą. Tak, jakby bali się bliskości drugiego człowieka. O, jednak nie. W pierwszym rzędzie – przy okazji podawania koszyczka z ofiarą – jeden z panów zbliża się do kobiety w zielonej kurtce, która odwzajemnia jego uśmiech. Msza przebiega jak zwykle – modlitwa, komunia, ogłoszenia parafialne. Ale zebrani tu ludzie wyglądają tak, jakby czekali na coś jeszcze. Nerwowo spoglądają na innych, wymieniają porozumiewawcze spojrzenia. Czuję się trochę wykluczony z tego tajemniczego kręgu, ale po chwili wszystko staje się jasne. Otóż każda msza kończy się spotkaniem przy herbatce w przykościelnej parafii. To wtedy przy kubku gorącego napoju nawiązują się różne znajomości.

Po wyjściu z kościoła, wszyscy zbierają się na dziedzińcu. Pytam kobietę stojącą obok mnie, jak często przychodzi na msze dla singli. – Jestem tu pierwszy raz. Do przyjścia namówiła mnie koleżanka, która znalazła podczas tych spotkań swoją drugą połówkę. Na co dzień pracuję w biurze, więc poza koleżankami z pracy mam niewielu znajomych. Czasem się gdzieś z nimi wybiorę, ale zwykle kończy się to na tym, że siedzę i słucham ich opowieści o mężu, dzieciach, a sama w tym temacie mam niewiele do powiedzenia. Da Pan wiarę, że nie spotykałam się od liceum z żadnym mężczyzną? To przerażające. Czasami jest mi wstyd przed koleżankami, bo od myśli, że jestem szkaradna, na szczęście się uwolniłam – mówi Joanna. Podczas naszej krótkiej pogawędki powoli zaczynają się tworzyć grupki. – Sam Pan widzi, każdy znajdzie kogoś, z kim może zamienić kilka słów – stwierdza wysoki, pewnie dwudziestokilkuletni Marek o włoskiej urodzie. Dookoła niego stoją cztery młode dziewczyny i uważnie przysłuchują się opowieści, którą snuje. – Przychodzę tu od kwietnia – wtrąca się jedna z nich. - Nie znalazłam jeszcze chłopaka, ale grono moich koleżanek na pewno się powiększyło. Przez całą podstawówkę i liceum nie byłam na żadnej dyskotece, a teraz, proszę, razem z Martą (tutaj kobieta wskazuje na kobietę stojącą obok), przynajmniej dwa razy w miesiącu tańczymy w którymś z klubów.
Matka i żona umarłych

Moją uwagę przykuwa kobieta, która z nikim nie rozmawia. Ma około pięćdziesięciu lat i bardzo smutne oczy. Podchodzę, przedstawiam się. Nie reaguje, tylko wpatruje się w jeden punkt. Wkrótce jednak udaje mi się namówić ją na zwierzenia. – To było w 2004 roku. Nie mogłam wyjechać na wakacje, bo szef nie dał mi urlopu. Mimo że bardzo nalegałam, był nieugięty. Pamiętam jak wieczorem pomagałam im znosić walizki do samochodu. Starannie spakowałam rzeczy męża i syna, którzy mieli wjechać na kilka dni nad morze. Zaledwie po dwóch dniach dostałam telefon. Kąpali się na niestrzeżonej plaży, syn nurkował i zniknął Robertowi z oczu. Kiedy rzucił się na poszukiwania, woda pochłonęła również jego. Nie będę Panu opowiadała o wszystkich szczegółach, bo od razu źle się czuję. Po ich śmierci zostałam całkiem sama. Nie mieliśmy wielu przyjaciół, a rodzice od dawna nie żyją. Pierwsze miesiące były najgorsze. Nie mogłam chodzić do pracy, przez cały dzień na zmianę spałam i płakałam. Podczas spaceru na Starym Mieście natknęłam się na ogłoszenie, w którym znalazłam informację na temat dokładnej daty i godziny „Mszy dla singli”. Początkowo obawiałam się tu przyjść, jednak pierwsze spotkanie utwierdziło mnie w przekonaniu, że było warto. Niewiele osób stąd wie, co mi się przydarzyło, chyba tylko ta jedna, najbardziej zaufana. Ale też nie chcę, żeby ktokolwiek mnie rozpoznał. Nie oczekuję litości, a tutaj mogę być anonimowa, startuję z czystą kartą. Czy szukam drugiej połówki? I tak, i nie. Nic na siłę. Staram się doceniać, że komuś innemu się wiedzie, cieszyć cudzym szczęściem, bo wtedy mogę namiastkę tej radości przemycić do własnego życia.

Odliczamy minuty do ślubu

Katarzyna i Krzysztof 11 września w kościele św. Marii Magdaleny na warszawskich Bielanach złożą sobie uroczystą przysięgę. To pierwsza para, która dzięki mszom dla singli organizowanym przez parafię przy Skaryszewskiej w Warszawie weźmie ślub. Połączyła ich wspólna pasja i zupełny przypadek. – Siedzieliśmy większą grupą przy kawiarnianych stolikach. Kasia była pochłonięta rozmową z koleżanką. W pewnym momencie wypowiedziała do niej zdanie, które sugerowało, że ma coś wspólnego z lotnictwem. Ja, jako zapalony miłośnik lotnictwa, usłyszawszy to, zaraz zapytałem Kasię o szczegóły. Zaintrygowało mnie, że kobiecie też serce może mocniej zabić na widok samolotu i tak, od słowa do słowa, zaczęła się nasza rozmowa. Nie było nawet szczególnego przełamywania lodów, bo to pierwsze spotkanie miało naturalny przebieg i potem rozmawialiśmy o tym, co interesuje nas oboje. Kiedy wszyscy zaczęli rozchodzić się do domów, Kasia obiecała mi przesłać kilka swoich zdjęć z pokazów lotniczych, więc podałem jej tylko swój adres e-mail. Znajomość doczekała się kontynuacji, dzięki dwóm zdarzeniom. Kasia nazajutrz wysłała mi obiecane zdjęcia (a piękna dziewczyna i samoloty, to duet, który musiał podbić moje serce). Sprzyjały nam też inne okoliczności, otóż w tej kawiarni Kasia umawiała się z grupą znajomych na tańce do klubu. Już wiedziałem, gdzie mogę ją spotkać następnego dnia wieczorem. Przyszedłem tam, przetańczyliśmy całą noc, a następnie odprowadziłem Kasię do domu – mówi Krzysztof, szczęśliwy przyszły pan młody. Gdyby Kasia zgubiła adres e-mail Krzysztofa lub jedno z nich nie przyszłoby do klubu, mogliby stracić ze sobą kontakt. – Jesteśmy z przedziału wiekowego 30-40 lat. Oboje mieszkamy w Warszawie. Znamy się od roku. Jesteśmy przeciętnymi ludźmi, jakich wielu, których życie stało się niezwykłe dzięki wspaniałemu i inspirującemu uczuciu. Uwielbiamy spędzać razem czas. Lubimy razem tańczyć, uprawiać sport i wyjeżdżać w ciekawe rejony kraju. Chętnie uczestniczymy w wydarzeniach kulturalnych i oczywiście tych związanych z lotnictwem – mówią, prawie jednym głosem szczęśliwi narzeczeni. Mimo że są już parą, kiedy tylko mogą, uczestniczą w mszach dla singli. – Skoro Bóg wysłuchał naszej modlitwy o spotkanie drugiej połówki, to tym bardziej później też należy zawracać Mu głowę, aby nas prowadził przez wspólne życie. Poza tym spotykamy na mszach naszych znajomych i możemy miło wspólnie spędzić czas – konkludują.
SOS jestem singlem

– Sama kwestia pojęcia „singiel” jest już bardzo wymowna. W kulturze polskiej przywykliśmy do określenia kawaler/panna. Wiemy, że są to osoby nieżonate/niezamężne. Na dźwięk tych słów – określeń nie wnikamy w szczegóły dotyczące woli zaślubin bądź jej braku. Kiedy jednak spotykamy się z brzmiącym niepolsko pojęciem, mającym określać polską rzeczywistość, to w moim odczuciu, mamy tu do czynienia z ukrytym przekazem: „zainteresuj się mną”, „zwróć na mnie uwagę”. W przypadku komentowanego pojęcia ciśnie się na myśl co najmniej przypuszczenie, iż oto ktoś wysyła swego rodzaj przekaz S.O.S. Tym bardziej można się w tym przekonaniu utwierdzić, jeśli poruszamy się po terenie wspólnoty wierzących. Jako katolicy doskonale zdajemy sobie sprawę z Bożego planu, jaki ma się w naszym życiu zrealizować. Mamy dostąpić zbawienia poprzez dane nam życie oraz nasz modus vivendi –  mówi mi ks. Marek Radomski. Duchowny akcentuje, że małżeństwo jest jego zdaniem podstawowym sposobem życia człowieka. – Kolejnym jest życie monastyczne, konsekrowane. Jednak i bezżenność jako życie poza murami klasztoru, poza celibatem, nie musi być niegodziwością. Wszystko zależy od naszych moralnych aktów, wyborów jakich dokonujemy. Winny się one opierać na zgodzie dobra, godziwości na gruncie czynu, jaki chcemy dokonać – nie może on sam w sobie być zły, grzeszny. Muszą być także „czyste” intencje – to co mną powoduje do działania ma opierać się na miłości Boga oraz bliźniego. Wreszcie także okoliczności, jakie towarzyszą memu działaniu, kierowanemu miłością ku Bogu i bliźniemu, powinny być same w sobie co najmniej obojętne. Najlepiej jednak, jeśli są po prostu dobre, czyli działam przygotowany, kompetentny, w stanie łaski uświęcającej. Jakiekolwiek zachwianie dobra w akcie moralnym skutkuje popełnieniem uczynku niegodziwego, czyli grzechu – dodaje ks. Radomski.

Ksiądz często pyta wiernych o to, dlaczego żyją w pojedynkę, czy mają jakąś filozofię, która by to tłumaczyła. – Dopiero uzyskawszy odpowiedzi na te pytania mogę podjąć ocenę moralną takiego wyboru drogi życiowej. Z kilkuletniego doświadczenia wiem, że bardzo często motywem przewodnim wyboru bycia „singlem” jest szereg obaw, lęków, wątpliwości. Mają one najczęściej przyczynę w domu rodzinnym, wychowaniu, złym przykładzie w środowisku lokalnym. To jest normalne, więcej, zrodziło się wskutek grzechu, braku u człowieka miłości do Boga. I w ten sposób wyraźnego znaczenia nabierają słowa Chrystusa o niezdatnych do małżeństwa, których takimi uczynili ich bliźni [Mt 19,12]. Bóg jest Panem czasu, świata i całego uniwersum. Jego moc jest niewyobrażalnie potężna i łaskawa dla tych, którzy Go miłują. Jeśli zatem mam pełnić wolę bożą, którą jest oddawanie należnej Jemu Chwały, to pomoc w pokonaniu bariery, jaką może być wybór bycia „singlem”, pomoc duszpasterska, sakramentalna, katechetyczna jest jak najbardziej na miejscu. Powiem więcej: jest obowiązkiem dla każdego, kto mieni siebie katolikiem – podsumowuje duchowny.

Nie tylko Warszawa

Na mszę dla singli można wybrać się nie tylko w Warszawie, ale także w Łodzi czy Krakowie. W każdy ostatni czwartek miesiąca o godzinie 19 w kościele przy ulicy Sienkiewicza 60 w Łodzi zbiera się grupa singli w wieku od dwudziestu do sześćdziesięciu lat. Podczas modlitwy „Ojcze nasz” stoją w kręgu i trzymają się za ręce. Po mszy odbywają się specjalne zajęcia z udziałem psychologa, który doradza w kwestiach damsko-męskich. Inaczej niż single ze stolicy, nie umieją się jednak tak szybko integrować. W jednym z wywiadów ojciec Granatowski komentuje nieśmiałość wiernych: – Boją się, ale to dopiero początki. Zresztą nie chcemy bawić się w swatkę. Najważniejsze, by nauczyli się patrzeć na siebie jak na kogoś wartościowego. Niestety bywa to trudne – mówi o. Granatowski. Ale chyba nie jest to niemożliwe – dowodem kilkanaście szczęśliwych par i osób, które dzięki tym spotkaniom znów mogą się poczuć dla kogoś ważne.
Damian Gajda / Onet.pl
Dawniej o osobach żyjących w pojedynkę zwykło się mówić – „stary kawaler” lub „stara panna”, dziś stosuje się – trzeba przyznać – dużo zgrabniejsze określenie „singiel”. Jeszcze kilka lat temu można było zaobserwować prawdziwy boom na singlowanie.  Niektórzy kamuflowali w ten sposób swoją samotność, inni potraktowali to jako alternatywę dla sformalizowanych związków. W sukurs wszystkim tym, którzy mimo usilnych prób znalezienia partnera nie mogli tego zrobić, przyszli twórcy pomysłu na msze dla singli.

CYBERGRUPY 
PASJA ŻYCIA





Czy czytaliście powieść Irvina Stone'a pod tytułem "Pasja życia"? Nie, to przeczytajcie! Książka jest fabularyzowaną biografią Vincenta van Gogha i opowiada o narodzinach geniuszu, a następnie powstającego na jego obrzeżach szaleństwa. Opowiada przede wszystkim o oddaniu, o poświęceniu się pasji, która bez reszty wypełnia człowiekowi życie stając się jego sensem. Pasja, od zwykłego hobby, które wypełnia pustkę czasu wolnego, może być także realizacją marzeń, a wreszcie realizacją siebie. Wielu z nas nie realizuje się w pracy zawodowej, którą wykonujemy z przymusu i konieczności finansowej "bo tak życie się ułożyło". Gdyby można było cofnąć czas, wzdychamy. Jak wiadomo, to jednak niemożliwe i wszystko co nam pozostaje to realizacja naszej pasji "po godzinach". Tak więc, w wolnych chwilach tworzymy, malujemy, piszemy wiersze , rozwiązujemy łamigłówki, czytamy książki historyczne, tuningujemy samochody, czy uprawiamy jakiś sport. Nieważne co, ważne, że jest to realizacja naszych zamiłowań, że to coś co naprawdę kochamy robić i z reguły potrafimy robić to dobrze. Czasem jesteśmy wręcz do tego stworzeni. To prostu nasz świat, w którym czujemy się dobrze i bezpiecznie bo doskonale go rozumiemy. To nasz drugie, a może właśnie nasze pierwsze ja.
PASJONACI 
CHORY SINGIEL





Pan Singiel był chory i leżał w łóżeczku i przyszedł pan doktor:"Jak sie masz koteczku?". Kiedy Singiel jest chory i leży w łóżeczku i rzeczywiście musi przyjść pan doktor, sytuacja nie należy do najłatwiejszych. Trzeba przecież wezwać go na wizytę domową, która z definicji jest droższa o jakieś 40%, do tego czasu zaś trzeba jakoś przeżyć prosząc uczynnego sąsiada (jeśli takowego mamy pod ręką)albo kogoś ze znajomych o zrobienie małych zakupów spożywczych. Następnie kiedy już znamy diagnozę i mamy wypisaną receptę w ręku trzeba by kogoś wysłać aby ją wykupił w aptece i tu często zaczynają się schody. Do apteki sąsiad nie zawsze pójdzie chętnie(z reguły musi tam iść specjalnie ze względu na nas - nie to co do spożywczego), znajomego już wykorzystaliśmy, wysyłanie kogoś obcego nie wchodzi w rachubę - to w końcu apteka i leki więc jakieś minimalne zaufanie jest konieczne. Cóż, musimy poprosić kogoś z pracy co ma tę dodatkową zaletę, że będzie mógł zobaczyć jak bardzo jesteśmy chorzy i opowiedzieć o tym w miejscu pracy żeby szef nie pomyślał, że być może tylko symulujemy chorobę. Lekarstwa już mamy, teraz możemy spokojnie chorować. No ... nie, nie do końca, przecież jeść nadal trzeba więc - znowu: sąsiad, albo znajomy, albo taksówkarz - najlepiej na zmianę. A kiedy wszyscy już unikają nas jak mogą a nam wciąż się nie poprawia i co gorsza skończyła się gotówka którą mieliśmy w portfelu, zaczyna się robić naprawdę groźnie. No, bo jak tu teraz wysłać kogoś obcego do bankomatu, przecież nie podamy mu pinu do naszej karty!!! Co robić?! Stres spowodowany gmatwająca się sytuacją powoduje, że zamiast lepiej czujemy sie coraz gorzej i zaczynają nachodzić nas czarne myśli. A to, że nikt nawet nie zauważy kiedy nas zabraknie, a to że jesteśmy na tym świecie jak piąte koło u wozu, a to znowu, że nikt nas nie kocha i nasze istnienie jest światu doskonale obojętne, a to że dobrze nam tak za wszystkie te złe uczynki których się dopuściliśmy. W końcu osłabieni i wciąż nie wyleczeni, ponaglani telefonicznie przez szefa, którego głos z dnia na dzień staje się coraz bardziej stalowy ściągamy się z łóżka i człapiąc podążamy do pracy niczym do miejsca kaźni kaźni myśląc, że to nas już do reszty dobije. Pociągając nosem walczymy z bólem pleców i mroczkami przed oczami by tylko dotrwać do pierwszego "fajrantu" myśląc tylko o tym jak przyjemnie będzie po powrocie konać w domu. Kiedy po dwóch tygodniach takiej męki w końcu wracamy do zdrowia myślimy, że tym razem jeszcze się udało, alt o już ostatni raz. Generalnie żeby chorować będąc Singlem trzeba mieć końskie zdrowie! Czego Państwu i sobie życzę.
Pan Doktor
angielski dla każdego
Encyklopedia

Hasło: JAK TO JEST Z TĄ MIŁOŚCIĄ?


Znaczenie hasła:





Jak to jest z tą miłością? Kochamy sercem czy rozumem? Czy obiekt uwielbienia musi spełniać jakieś kryteria by stać się godnym naszego uczucia i podziwu, czy też nie mamy zupełnie nic do powiedzenia bo miłość przychodzi kiedy chce i odchodzi kiedy chce? Czy miłość to powolny proces poznawania i akceptowania, aż do pełnej akceptacji, czy też raczej grom z jasnego nieba, metafizyczny obłęd i nic nam do tego? Miłość jest ponoć ślepa co ma oznaczać że to nie my wybieramy sobie partnera na skutek racjonalnego wyboru i swoistego rachunku korzyści i strat ale stan zaćmienia umysłu który uwalnia nas od wszechobecnej kontroli umysłu. Taka miłość jednakże okazuje się zwykle po prostu chwilowym zauroczeniem i typowym porywem serca niezbyt trwałym by przetrzymać trudy i znoje dnia codziennego, toteż szybko przemija. Jednak wyrachowane, wykalkulowane "uczucie" to coś okropnego, przypomina raczej inwestycje z przewidywaną dodatnią stopą zwrotu. Jak pogodzić w miłości ogień i wodę, serce i rozum. Jak zachować odrobinę zdrowego rozsądku kiedy czujemy motyle w brzuchu i trzepot rozszalałego w uniesieniu serca na widok ukochanego. Wydaje się, że w miłości trzeb kierować się po części rozumem po części zaś intuicja. Całą sztuka polega na tym aby odnaleźć równowagę pomiędzy racjonalnym to znaczy sensownym a irracjonalnym. Bo co to za miłość, na którą mamy całkowity wpływ i możemy nią dowolnie sterować.? To miłość ma nas porywać i prowadzić w pożądaną przez nas stronę.

(dodano: 12-03-2007, odsłon: 938)
INFORMACJE
LINKI
LINKI
Wiadomości Gazeta Wyborcza - Dziennik Internautów - Gazeta Wyborcza - Rzeczpospolita Online
Pieniądze Waluty - Gospodarka - Twoja Firma - Rankingi -
Giełda Giełda Papierów Wartościowych - WIG20 on-line -
Serwisy Portal o2 - Portal Onet - Wirtualna Polska
Różne Galeria tapet - Symulacja gry na giełdzie - Komputery - testy, recenzje, opinie
Polecamy Gry - Katarzyna Cichopek - Allegro.pl - Gry - Katarzyna Cichopek - Walcz z bezsennością
REKLAMA



 

Google
 

Copyright © - 2006 "eLIFE" Agencja Kreatywna

Generowanie strony [s]: 0.6649
Zapytania SQL: 33
Profesjonalne statystyki odwiedzin
Check PageRank
Polecamy Singiel Info - Rozchmurz się - Pytam Net - Domy w Polsce - Mieszkania w Polsce - Afisz Info - Walcz z bezsennością - Śmieszne filmiki - eLife Kreacja- Kamex - Cyberman - Cybermoney - Konto24
- Cyberja -Serwis Farmaceutyczny
Samochody terenowe Ogłoszenia nieruchomości Ogłoszenia drobne Praca Pensjonaty Anonse matrymonialne Własny e-biznes Darmowe ulotki www Free webpage Strony www Www za darmo Darmowe domeny Check Page Rank Wymiana linków Link exchange Wzory pism i umów Panorama firm Darmowe artykuły